FABUŁY W KONKURSIE MIĘDZYNARODOWYM 53. KFF

Przed nami kolejne dwa filmy prezentowane w konkursie międzynarodowym. O dwóch, zgoła różnych obliczach kryzysu w „The Big Leap” Kristofa Rusa oraz „Zabiciu ciotki” Mateusza Głowackiego pisze Magdalena Zajdel.

„The Big Leap” Kristofera Rusa do problemu załamania, a także sprzeciwu względem otaczającego świata podchodzi z dystansem i dużą dawką humoru. Bohaterowie filmu - pracownicy korporacji - spotykają się w dość specyficznym miejscu bo na dachu wieżowca. Film zrealizowany w technologii CGI pokazuje piękną panoramę miasta wypełnioną głównie przez szklane biurowce, które wyrastają, jak przysłowiowe grzyby po deszczu. John, jeden z  bohaterów filmu wchodząc na dach wypowiada słowa: „O przepraszam! Nie wiedziałem, że ten dach jest już zajęty!”, ponieważ spotyka tam swoją byłą szefową – Sarę Marks, która, jak się dowiadujemy później, zrujnowała mu życie. Okazuje się, że choć każdy z nich zajmuje inne stanowisko, to łączy ich to samo pragnienie – chcą popełnić samobójstwo. Jednak nie jest to sprawa łatwa… Reżyser przekonuje nas – do tego, by odebrać sobie życie trzeba mieć odwagę, ale i umiejętności. Sara bojąc się wykonać tytułowy wielki skok, negocjuje z Johnem, by w ramach nagrody (!) zepchnął ja z dachu. Ciągłe przekomarzanie się dwójki bohaterów i włączanie do dyskusji stojącego na dachu obok Bena Silverski (w tej roli Arkadiusz Jakubik) powodują, że wizja zbliżającej się śmiecie staje się absurdalna i groteskowa. Czy to tylko preteksty, by oddalić swój plan od realizacji? Czy nieumiejętność odebrania sobie życia może być rozumiana jako znak od Boga czy sił nadprzyrodzonych? Czy przypadkiem momenty, które odczytujemy jako kryzysowe wcale takimi nie są, a my nie mamy odwagi, sił, żeby się z nimi zmierzyć?

W zupełnie odmienny sposób problem kryzysu prezentuje drugi z reżyserów, Mateusz Głowacki, którego obraz powstał na podstawie niedokończonej powieści Andrzeja Bursy z 1957 roku. Film „Zabicie ciotki” rozpoczyna się od sceny spowiedzi, w której Jurek (student historii mieszkający z ciocią i będący na jej utrzymaniu) przyznaje się do popełnionej zbrodni. Najbardziej uderzająca jest wypowiedź Jurka o powodzie zbrodnie – „chciałem, żeby coś się stało”. Kochająca go ciocia jest dla niego uosobieniem nudy, monotonii i nijakości. Scena morderstwa pozbawiona jest jakichkolwiek emocji, a sam akt sprowadzony został do zwykłej czynności, jak wbicie gwoździa w ścianę. W bestialski sposób Jurek stara się pozbyć ciała ciotki – w kuchni odnajduje różne sprzęty, które od tej pory staną się narzędziami zbrodni. Zwłoki porcjuje na części – początkowo fragmenty pali w kuchennym piecu, a później wynosi do osiedlowych koszy na śmieci. Pozbawiona skrupułów twarz bohatera przeraża i szokuje. Niewinny, spokojny, młody człowiek staje się katem i wyrocznią, pozbawioną jakichkolwiek ludzkich odruchów. Jednocześnie „Zabicie ciotki” to zrealizowana z dyskretnym poczuciem humoru, pełna groteskowych zwrotów akcji opowieść o potrzebie wyzwolenia.

„Zabicie ciotki” Mateusza Głowackiego można zobaczyć już dziś o 16:15 w kinie Mikro, natomiast „The big Leap” Kristofera Rusa będzie pokazywany jutro o 12:30 w kinie KIJÓW. CENTRUM. Po projekcjach będzie można zadać reżyserom pytania.